Skąd voicebot bierze prawdę o Waszej firmie
Voicebot w dniu uruchomienia nie wie o Was nic. Każda cena, godzina i dostępność musi przyjść z konkretnego systemu, w momencie rozmowy.
Agent zna tylko to, co mu podacie
Voicebot w dniu uruchomienia wie mniej niż nowy pracownik po szkoleniu. Umie prowadzić rozmowę, rozpoznać intencję, poprosić o powtórzenie numeru. O Waszej firmie nie wie nic. Nie zna cennika, nie widzi grafiku, nie ma pojęcia, czy pan Nowak dzwonił wczoraj i w jakiej sprawie.
Wszystko, co brzmi jak konkret, musi przyjść z systemu w chwili rozmowy. Termin z kalendarza. Cena z bazy usług. Status zamówienia z magazynu albo z CRM. Godzina odjazdu z rozkładu. Jeśli agent ma odpowiadać na pytania o dostępność, ktoś musi mu dać dostęp do miejsca, w którym ta dostępność jest naprawdę zapisana.
Alternatywa wygląda niewinnie. Wpisujemy najczęstsze informacje na sztywno w konfigurację i mamy spokój. Działa do pierwszej zmiany cennika. Potem agent przez trzy tygodnie podaje starą kwotę, a nikt tego nie zauważa, bo przecież odpowiada płynnie i uprzejmie. Sztywne dane starzeją się po cichu i to jest w nich najgorsze.
Jedno źródło prawdy bije liczbę integracji
W zapytaniach ofertowych prawie zawsze pada pytanie, z iloma systemami się integrujemy. Rozumiemy, skąd się bierze, ale prowadzi w złą stronę. Ważniejsze jest inne: który system rozstrzyga spór, kiedy dwa pokazują co innego.
Prosty przypadek z warsztatu samochodowego. Na stronie wisi PDF z cennikiem, przegląd za 180 zł. W systemie warsztatowym od czerwca jest inna, wyższa stawka, bo ceny poszły w górę. Agent czyta PDF, bo ktoś uznał, że to najszybsza droga do informacji o cenach.
Klient przyjeżdża i przy kasie słyszy inną kwotę. Formalnie racja jest po stronie warsztatu. Praktycznie ma w głowie nagranie rozmowy i poczucie, że go wpuszczono w maliny. Jedna taka rozbieżność potrafi skasować efekt kilkudziesięciu poprawnie obsłużonych połączeń.
Mniej integracji bywa lepsze. Dwie dobrze wybrane, kalendarz i baza klientów, dają więcej pożytku niż pięć, które podważają się nawzajem. Zanim ruszy wdrożenie, warto rozstrzygnąć kilka rzeczy na kartce.
- Który system podaje ceny i kto ma prawo je w nim zmieniać
- Gdzie leży aktualny grafik i czy ktoś równolegle prowadzi drugi, papierowy
- Co się dzieje z terminem zarezerwowanym przez agenta, gdy recepcja wpisze wizytę ręcznie
- Kto zauważy, że integracja przestała odpowiadać, i po jakim czasie
Niech agent cytuje, zamiast zgadywać
Jest zasada, którą stosujemy w scenariuszach: agent podaje konkret wyłącznie wtedy, gdy dostał go z systemu, i mówi, skąd go ma. Brzmi to zwyczajnie. „Według rozkładu na dziś”, „w kalendarzu widzę wolny termin w czwartek o czternastej”, „w systemie mam zamówienie z dwunastego”. Rozmówca dostaje sygnał, że po drugiej stronie jest odczyt danych, a nie domysł.
Nasze demo transportowe działa dokładnie tak. Zbudowaliśmy je na publicznych danych rozkładowych PKS Gryfice: sześć przystanków, dwieście siedemdziesiąt sześć odjazdów. PKS Gryfice nie jest naszym klientem, sięgnęliśmy po otwarte dane, żeby pokazać mechanikę na czymś, co każdy może zweryfikować. Agent nie próbuje wnioskować, że pewnie coś jedzie koło południa. Sięga do rekordu, podaje godzinę i kierunek, a gdy rekordu nie ma, przyznaje to wprost.
Efekt uboczny jest taki, że agent bywa nudny. „Nie mam takiego kursu w rozkładzie, mogę podać najbliższy późniejszy”. Na pokazie robi to mniejsze wrażenie niż płynna improwizacja. W realnej obsłudze jest odwrotnie. Przy odbiorze wdrożenia pytajcie celowo o rzeczy, których w danych nie ma, i sprawdzajcie, czy agent umie się przyznać do braku. Pięć minut testu oszczędza późniejsze tłumaczenia się przed klientem.
Stare dane nie krzyczą
Zepsuta integracja jest łaskawa. Rzuca błędem, agent mówi, że nie ma teraz dostępu do kalendarza, ktoś dzwoni do nas tego samego dnia. Gorzej wygląda sytuacja, w której połączenie działa poprawnie, tylko po drugiej stronie leży odpowiedź sprzed miesiąca. Agent poda ją tym samym spokojnym tonem co wszystko inne. Nikt nie ma powodu jej podważać, bo brzmi identycznie jak prawda.
Dlatego przy każdym źródle ustalcie, ile godzin wstecz jeszcze akceptujecie i co agent robi po przekroczeniu tej granicy. Zła odpowiedź to podać dalej i udawać, że nic się nie stało. Sensowne są dwie: podać z zastrzeżeniem, w stylu „to stan z porannego eksportu, potwierdzę SMS-em”, albo nie podawać w ogóle i przełączyć do człowieka.
Do tego jedna rzecz techniczna, która ratuje skórę przy pierwszej reklamacji. W logu rozmowy ma być zapisane nie tylko to, co agent powiedział, ale też godzina pobrania danych i system, z którego przyszły. Bez tego po tygodniu nie ustalicie, czy agent podał złą cenę, czy dostał złą cenę. To dwa różne problemy i naprawia się je w dwóch różnych miejscach.
Sprzeczność między źródłami w trakcie rozmowy to osobna sprawa i agent nie powinien jej rozstrzygać sam. Kalendarz pokazuje wolne, a w systemie recepcyjnym ta sama godzina jest zajęta, bo ktoś wpisał wizytę ręcznie po telefonie. Ustalcie pierwszeństwo na papierze, a przypadki rozjazdu kierujcie do człowieka i zapisujcie osobno. Po miesiącu ta lista powie Wam o stanie Waszych systemów więcej niż niejeden audyt.
Przy odbiorze poproście o pokazanie, jak wygląda rozmowa przy padniętej integracji. Nie opis w dokumencie, tylko odtworzenie: odcinamy dostęp i dzwonimy. Agent ma wtedy powiedzieć, że nie może w tej chwili sprawdzić terminu, i zaproponować drugą drogę. Jeśli zamiast tego milknie na kilka sekund albo zaczyna improwizować, nie jest gotowy do odebrania pierwszego prawdziwego telefonu.
Gdzie ta układanka się sypie
Pierwsza przeszkoda to system bez API. Stary program na jednym komputerze w księgowości, dane wyciągane ręcznym eksportem do pliku. Da się na tym pracować, ale agent operuje wtedy obrazem sprzed kilku godzin albo sprzed doby. Dla rozkładu jazdy to bez znaczenia, bo rozkład zmienia się rzadko. Dla wolnych terminów u fryzjera to już kłopot, bo agent zaproponuje godzinę zajętą rano.
Druga przeszkoda jest trudniejsza, bo nie widać jej w żadnej dokumentacji. Część wiedzy siedzi wyłącznie w głowach zespołu. Że doktor Kowalska nie przyjmuje dzieci poniżej trzeciego roku życia. Że w piątki po piętnastej nie umawiamy pierwszych wizyt, bo nie zdążymy. Nikt tego nie zapisał, bo pani Ania wie. Agent takich reguł nie odgadnie. Ktoś u Was musi usiąść i je spisać, zwykle są to dwie albo trzy godziny rozmów przy kawie, i tej roboty nie przerzucicie na dostawcę.
Czasem wniosek jest niewygodny. Jeśli większość pytań dotyczy rzeczy, których nie ma w żadnym systemie i nie da się ich sensownie opisać, voicebot obsłuży wąski kawałek ruchu. Uczciwie jest wtedy zacząć od uporządkowania danych, a rozmowę o wdrożeniu odłożyć o kwartał. Mówimy to na bezpłatnej pierwszej konsultacji, zanim ktokolwiek podpisze umowę.
Test dwudziestu rozmów
Zostaje pytanie, jak stwierdzić, że to właśnie Wasz przypadek, zanim ktokolwiek wystawi fakturę. Test jest prosty i zrobicie go sami, w jedno popołudnie. Weźcie dwadzieścia ostatnich telefonów od klientów, z rejestru połączeń albo z notatek recepcji, i na każdy spróbujcie odpowiedzieć wyłącznie z systemów. Bez pytania kogokolwiek z zespołu, bez zaglądania do zeszytu przy recepcji.
Liczba, która wyjdzie, to górny pułap tego, co agent obsłuży w pierwszym miesiącu. Nie średnia, pułap, bo Wy przy takim teście i tak podświadomie włączacie intuicję, której agent nie ma. Jeśli wyszło siedem na dwadzieścia, wdrożenie dalej ma sens, tylko zakres trzeba zawęzić do tych siedmiu spraw i nie obiecywać sobie reszty. Siódemka jest tu przykładem, nie progiem z żadnych badań.
Nie wszystko, co przy tym wypłynie, blokuje start, więc nie róbcie z porządków projektu na pół roku. Duplikaty klientów bolą od pierwszego dnia, bo agent nie wie, do którego rekordu dopisać wizytę, i albo pyta o te same dane trzeci raz, albo trafia w zły. Martwe rekordy zwykle da się odfiltrować jednym warunkiem i posprzątać po starcie. Wyjątkiem są pola używane niezgodnie z nazwą, bo tu nie pomoże żaden skrypt, a agent, który znajdzie cenę w polu na komentarz, poda ją jako pewnik.
Osobno uważajcie na dane, które wyglądają na świeże, bo ktoś je niedawno edytował, a mimo to kłamią. Cennik z datą sprzed tygodnia, w którym poprawiono dwie pozycje z czterdziestu. Grafik odświeżany codziennie w kolumnie z nazwiskami, ale nie w kolumnie z godzinami. Data ostatniej modyfikacji nie mówi nic o tym, czy rekord jest prawdziwy, a to na nią wszyscy patrzą pierwszym odruchem.
Ile takie sprzątanie trwa, nie podamy, bo każde widełki byłyby zmyślone. Bywa, że popołudnie. Bywa, że dłużej niż samo wdrożenie, jeśli system pracował latami bez nikogo, kto by go pilnował. Przy przeglądzie warto celowo poszukać kilku rzeczy, które powtarzają się prawie wszędzie.
- Daty trzymane jako zwykły tekst, więc „12.03” i „12 marca” to dla systemu dwie różne rzeczy
- Pozycje w cenniku, których nikt już nie sprzedaje, zostawione na wszelki wypadek
- Skróty zrozumiałe tylko dla zespołu, w rodzaju „PK2” albo „stary pakiet”
- Blokady w kalendarzu, które dla każdej osoby w zespole znaczą co innego
- Rekordy testowe sprzed lat, których nikt nie kasuje, bo a nuż do czegoś służą
Co warto zapamiętać
- Voicebot nie ma własnej wiedzy o firmie. Każda cena, godzina i dostępność musi przyjść z systemu w chwili rozmowy.
- Zanim policzycie integracje, ustalcie, który system rozstrzyga spór. Dwie wersje cennika kończą się reklamacją.
- Agent, który cytuje źródło, jest łatwiejszy do sprawdzenia i rzadziej wprowadza rozmówcę w błąd.
- Brak API albo wiedza wyłącznie w głowach zespołu to realna przeszkoda, nie drobiazg do dogrania po starcie.
- Zepsuta integracja daje o sobie znać. Działająca integracja podająca stare dane nie daje znaku i to ona kosztuje najwięcej.
- Przejdźcie dwadzieścia ostatnich rozmów wyłącznie po systemach. Wynik pokazuje realny zakres na pierwszy miesiąc.
Częste pytania
Czy voicebot może działać bez integracji z naszymi systemami?+
Może, tylko zakres będzie wąski. Bez dostępu do danych agent odpowie o godzinach otwarcia, dojeździe i ogólnym zakresie usług, a resztę przekaże człowiekowi. Część firm zaczyna właśnie tak i dokłada integracje w drugim kroku, gdy wiadomo już, o co ludzie pytają najczęściej.
Ile integracji robicie zwykle przy pierwszym wdrożeniu?+
Zwykle jedną albo dwie, te które obsługują najczęstsze sprawy. Kalendarz przy umawianiu wizyt, baza klientów przy statusie zamówienia. Reszta czeka, aż z nagrań zobaczymy, czego naprawdę brakuje. Dokładanie integracji później jest tańsze niż budowanie na zapas.
Co, jeśli nasz system nie ma API?+
Sprawdzamy inne drogi: eksport uruchamiany na harmonogram, dostęp do bazy, czasem prostą warstwę pośrednią. Jeśli żadna nie wchodzi w grę, mówimy o tym przed podpisaniem umowy, a nie w połowie realizacji. Bywa, że sensowniejszą kolejnością jest najpierw zmiana systemu, a voicebot poczeka.
Sprzątacie bazę za nas przed wdrożeniem?+
Przeglądamy ją i mówimy wprost, co się nie nadaje, to część pierwszej, bezpłatnej rozmowy. Samego przepisywania rekordów nie weźmiemy na siebie i nie dlatego, że nam się nie chce. Przy dwóch wersjach ceny tej samej usługi tylko ktoś od Was wie, która obowiązuje. Możemy przygotować listę miejsc do poprawy i sprawdzić efekt, decyzje zostają po Waszej stronie.
Powiązane strony
Chcesz to przeliczyć na swoich danych?
Pierwsza rozmowa jest bezpłatna. Przejdziemy przez Wasz ruch telefoniczny i powiemy wprost, jeśli voicebot się u Was nie opłaca.
Umów bezpłatną konsultację